20 November 2017

Bitwa pod Crécy

Francja, Crécy,
26 sierpnia A.D. 1346

 

Herb króla Czech Jana Ślepego

Herb króla Czech Jana Ślepego

Czesi sformowali klin, zaintonowali pobożny psalm i ruszyli szarżą w sam środek rzezi. I trzeba przyznać, że był to godny kronikarzy widok, gdy koń niewidomego Króla Czech, powiązany z rumakami gwardzistów, gnał nieulękle w paszczę smoka. Trzy strusie pióra powiewały nad złotą przyłbicą, krwiście czerwony kropierz łopotał na wietrze jak skrzydła smoka, a zerwany z tarczy heraldyczny lew susami sadził po niebie.
— Praha! — wyskandowali jego towarzysze.
— Ich dien! Służę! — odkrzyknął zawsze pamiętający o Bogu Jan Luksemburski.

Czarny Książę rozkazał wstrzymać na chwilę ostrzał. Przepuścił poczet Króla Czech ku swoim pozycjom. Nim szarża uderzyła w jeża ze skróconych kopii, sam Książę Walii, Northampton i kilkuset najbliższych rycerzy oddało salut bohaterom, przykładając miecze do tarcz.
— Oto rycerz! — szepnął z podziwem młody Plantagenet.
Miał łzy w oczach.

— Oto idiota! — mruknął król Edward, bacząc, by nie usłyszał go żaden ze zgromadzonych z nim w wiatraku wielmożów.
Nie wiadomo, czy miał na myśli Jana Luksemburskiego, czy swojego następcę, którego rycerski czyn go zezłościł.
„Wszystko w odpowiednim czasie!” — dumał. — „Najpierw trzeba zwyciężyć. A dopiero potem bawić się w rycerzy Okrągłego Stołu i brać jeńców. Cholerny Woody ma już szesnaście lat, a wciąż się tego nie nauczył!”.

Obawy starszego Plantageneta okazały się uzasadnione. Czesi przełamali angielski szyk. Powstało niewiarygodne zamieszanie, bowiem kilkunastu gwardzistów Ślepego znalazło się nagle za plecami Wyspiarzy, a całe centrum pola walki skrył przyniesiony przez szarżę bitewny pył. Nad obłokami krwawego kurzu połyskiwały jedynie sztandary. I tylko po nich mógł Edward ocenić sytuację. W pewnej chwili dostrzegł, że chorągiew Czarnego Księcia chwieje się i pada. Z kurzawy dobiegł triumfalny krzyk:
— Praha!
Do stóp wiatraka przygalopował pokrwawiony goniec od Northamptona.
— Sire! — wykrzyczał, łapiąc z trudem oddech. — Francuzi przełamali naszą linię. Earl błaga cię, abyś ruszył nam z pomocą.
— Czy mój syn zginął? — dopytał spokojnie Edward.
— Dzięki Bogu, nie!
— Więc wróć do Northamptona i przekaż mu, że dopóki żyje mój syn, nie ruszę rezerw.

Odpowiedź monarchy w niewytłumaczalny sposób umocniła ducha Anglików. Jakoż po chwili nad bitewnym pyłem na powrót załopotał sztandar Czarnego Księcia, odbity z czeskich rąk i podniesiony krzepkimi dłońmi sir Thomasa Daniela.
— England and Saint George! — rozległo się nad Crécy.

— Tato! Ratuj się! Uciekajmy z tego obłędu! — wywrzeszczał do Luksemburczyka jego syn Karel, przyszły cesarz Niemiec i założyciel Uniwersytetu Karola w Pradze.
— Toho Boh dá nebude, aby český král z boje utíkal! — odpowiedział Jan Ślepy.
Przeżegnał się i skierował rumaka ku miejscu, z którego słyszał najwięcej angielskich głosów. Fala przeciwników dosłownie zalała go. Trzy strusie pióra zniknęły wśród pik, mieczy i toporów. Dumny eteralny lew rodu Luksemburgów przez chwilę samotnie opierał się sforze herbowych hartów i sokołów, które osaczyły go jak myśliwskie psy rannego zwierza; szarpał niestrudzenie cały ten heraldyczny plankton na sztuki, miażdżył i odrzucał uderzeniami potężnych łap, gdy nagle z trzech stron osaczyły go trzy złotogrzywe lwy Plantagenetów. Bestie, rycząc gardłowo, skoczyły ku niemu.

Cztery magiczne istoty sczepiły się w śmiertelnym zwarciu, tocząc oniryczny bój nad głowami mordujących się wzajemnie ludzi. Siła, wielkość i doświadczenie Luksemburga stanęły przeciw szybkości i koordynacji ataków trzech młodych stworów. Gdy jeden z lwów Księcia Walii ściągał na siebie uwagę przeciwnika, pozostałe dwa atakowały od tyłu. Po chwili samotny złotogrzywy olbrzym, krwawiąc z kilkunastu ran, legł obalony na grzbiet. Drapieżcy skoczyli nań, wyszarpali mu trzewia, wydrapali oczy, przegryźli gardło. Agonalny skowyt starego, oddającego władzę króla zwierząt zagłuszył wszelki bitewny zgiełk. Słońce zaszło za bór Crécy-Grange, półmrok i pustka spowiły ziemię. Klęska świętego męża zdała się wszystkim klęską samego Boga. I wszyscy zrozumieli, że kończy się dawna era. A trwoga ogarnęła serca niepewnych jutra rycerzy.

Chcesz poczytać dalej (ale już tylko fragmenty), przejdź do zakładki: Poczytaj -> Lizanie ran

Chcesz pobrać za darmo PDF, ePUB i/lub MOBI z początkowymi 40 stronami, przejdź do zakładki: Pobierz za darmo -> Pobierz PDF, ePUB, MOBI

Chcesz kupić całość, naciśnij żółty przycisk poniżej:


 

Udostępnij tę podstronę na: