20 November 2017

Całun Turyński

Francja, moczary Guînes,
3 października A.D. 1347

 

Herb Geoffreya de Charny'ego

Herb Geoffreya de Charny’ego

Na efekt działań Judasza z Pawii i Edwarda z Anglii nie trzeba było długo czekać. Nicolas miał akurat nieszczęście być tego dnia w Coulogne. Zaczęło się niewinnie. Od zimnej, listopadowej siąpawicy; co nazajutrz po Samhain nikogo nie zdziwiło. Sęk w tym, że minął pacierz i dwa; msza i dwie msze, a oberwanie chmury wciąż się nasilało. Z ołowianego nieba leciały już nie krople, a zwarte potoki lodowatej wody. Magik i paladyn schronili się w górującym nad wysepkami drewnianym kościółku.
— Panie! To nie jest naturalny deszcz! — ostrzegł Nick, przekrzykując szum ulewy. — Richard atte Wode albo i sam Cambridge atakuje nas Rytuałem!
Paladyn warknął:
— Aimeric z Pawii zdradził nas Anglikom! Zapłaci mi za to!
Spośród strug deszczu wyłonił się goniec od Hiszpana:
— Panie! — zwrócił się do błędnego rycerza. — Nasz ostrów niemal zalało. Bagno rozmyło palisadę i podchodzi pod drzwi chat. Monseigneur de la Cerda pyta, czy możemy przenieść się do was?
Na wysepce Geoffreya de Charny sytuacja była niewiele lepsza. Wezbrany szlam przesączał się plastrami przez palisadę. Całe podwórze pulsowało od głębokiego po kolana smolistego mułu. Ze studni jak z kotła kipiącej zupy wybijała rudawka.
— Przybywajcie! A chyżo, póki nie zmyło kładki!

Rycerze z niżej położonych wysepek ruszyli grupami po chybotliwym mostku, który bardziej przypominał wiejski płot ze spróchniałych sztachet, poukładanych na dwóch belkach, niż solidną przeprawę. Podmyta, nieposiadająca żadnych podpór kładka nie wytrzymała ciężaru zbrojnych i zwaliła się na bok niczym ranione zwierzę. Kilkunastu ludzi w kolczugach zniknęło pod wodą. Tonący próbowali chwytać się szczap połamanego pomostu. Inni rozpaczliwie młócili błocko rękami. Ocaleni uformowali łańcuch i stojąc po szyję w bagnie, podawali towarzyszom ręce, pasy, pochwy od mieczy. Kilku nieszczęśników poszło na dno. Reszta oddziału została odcięta na niżej położonych ostrowach.

Na wysepkę dowódcy zdołało przedrzeć się z górą stu rycerzy. Podwórze przed kościółkiem wypełniło się stojącymi po pierś w wodzie, zalewanymi wodospadami deszczu i dygoczącymi z zimna ludźmi.

Nagle podmyty żuraw od znajdującej się na środku podwórza studni zwalił się na bok, miażdżąc stojące najbliżej osoby. Padając, uszkodził cembrowinę. Ujęcie wody w jednej chwili przemieniło się w błotnisty krater. Czeluść wciągnęła stłoczonych wokół niej zbrojnych. Ci, którzy próbowali chwytać za niknące w ruchomych piaskach ręce druhów, sami wpadali w paszczę potwora z głębi ziemi.

Geoffrey de Charny, magik, Hiszpan i kilku innych wdrapali się na dach drewnianego kościółka. Spanikowany tłum z podwórza ruszył ich śladem. Rycerze wspinali się sobie po ramionach, po głowach, topili się nawzajem, byle tylko zająć miejsce na owej Arce Noego. Przeciążona konstrukcja zachwiała się raz i drugi, po czym runęła niczym domek z kart, miażdżąc kilkanaście osób. Nicolas zwalił się do wody. Ciała w kolczugach przydusiły go do dna. Byłby utonął, gdyby pomocna dłoń Geoffreya de Charny nie szarpnęła go w górę. Czeladnik zaczerpnął haust powietrza zmieszanego z deszczem.
— Za mną! Na ostrokół! — rozkazał paladyn.

Chcesz poczytać dalej (ale już tylko fragmenty), przejdź do zakładki: Poczytaj -> Order Podwiązki

Chcesz pobrać za darmo PDF, ePUB i/lub MOBI z początkowymi 40 stronami, przejdź do zakładki: Pobierz za darmo -> Pobierz PDF, ePUB, MOBI

Chcesz kupić całość, naciśnij żółty przycisk poniżej:

Udostępnij tę podstronę na: