20 November 2017

Francuski fortel

Francja, Calais,
kwiecień A.D. 1347

 

Król Edward III Plantagenet złamał pieczęć i przeczytał list. Do przerobionego na salę audiencyjną i ozdobionego arrasami i herbowymi tarczami kościółka Saint-Pierre w Villeneuve-la-Hardie zaprosił z okazji przesłuchania jeńca wszystkich dowódców, jakich zdołał zebrać. Northampton, Talbot, John Chandos, Walter Manny i zdrajca Godfrey z Harcourt z niecierpliwością oczekiwali, aż monarcha podzieli się nowinami.
— „Wasza królewska wysokość” — odczytał Edward, pomijając tytuły i wstępne formułki: — „Ni jeden gołąb, ni jeden pies, ni nawet szczur nie ostał się w Calais. Nie mamy do jedzenia nic prócz siebie nawzajem. Nie mamy nic do picia prócz własnej krwi. Żywotów dokonamy w ciągu niedzieli. Tyś panem naszego życia i śmierci. Ty decyduj o naszym losie. Rozkażesz nam poumierać z głodu, poumieramy. Pozwolisz ruszyć z samobójczą szarżą, ruszymy z Twoim imieniem na ustach. To mój ostatni list, Jean de Vienne”.
— Niewesoło tam macie? — Plantagenet zwrócił się do Nicka.
Aimeric Złe Oko siedział obok, opatrywany przez kleryków. Wciąż nie mógł mówić. Jad dziesiątek owadów wywołał u niego obrzęk, który uniemożliwił mu oddychanie i dlatego Zio na łodzi zemdlał. Paradoksalnie, gdyby nie wpadł w ręce Anglików, już by się udusił.
— Pan de Vienne odmalował nasze położenie w przesadnie czarnych barwach, aby poruszyć serce króla Philippe’a — odpowiedział po chwili zastanowienia Nicolas. — Calais wytrwa dłużej niż tydzień, wasza królewska wysokość.
Edwarda ucieszyła harda odpowiedź.
— Jak się nazywasz?
„Nie poznał mnie” — odetchnął czeladnik z ulgą. — „A tego diabła, jego syna, jakimś cudem tu nie ma”.
— Napiszcie mi na grobie po prostu: „Francuz z Calais”.
— Jeśli będziesz pyskował, trafisz na tortury — pogroził jeńcowi szponiastym paluchem Godfrey z Harcourt.
— Nie gniewamy się na chłopaka. Jest inteligentny. Nie przekracza granic — uspokoił zdrajcę król. — Nie zamierzamy go też zabijać. Mamy dla niego lepsze zadanie!
Zrolował z powrotem list Jeana de Vienne, nakapał nań wosku i przyłożył własną pieczęć.
— Zawieź to mojemu kuzynowi, hrabiemu Philippowi de Valois. Nie mamy powodu taić przed nim tak dobrych wieści z Calais. Powtórz mu także, że nie lękamy się jego odsieczy, bo ma tylko piętnaście tysięcy ludzi, a my pięć tysięcy trzystu rycerzy, dwadzieścia tysięcy długich łuków, sześć tysięcy sześćset piechoty i piętnaście tysięcy marynarzy z siedmiuset czterdziestu okrętów oraz dwadzieścia tysięcy Flamandów w odwodzie. Wasz łżekról obozuje za Guînes. Gdy tylko twój towarzysz dojdzie do siebie, każemy was tam odeskortować.
— Dziękuję, wasza królewska wysokość. Czy mogę ruszyć natychmiast?
— Skoro mówiłeś, że Calais wytrzyma tak długo, możesz chyba poczekać kilka dni, aż podkurujemy Italczyka? — zakpił Edward.
— Calais by wytrzymało, ale nasz król nie lubi czekać.
Kłamstwo Nicolasa rozbawiło monarchę.
— Dobrze, już dobrze, żartowaliśmy. Jedź od razu — zgodził się Plantagenet. — Zaopiekujemy się twoim druhem.

Chcesz poczytać dalej (ale już tylko fragmenty), przejdź do zakładki: Poczytaj -> Całun Turyński

Chcesz pobrać za darmo PDF, ePUB i/lub MOBI z początkowymi 40 stronami, przejdź do zakładki: Pobierz za darmo -> Pobierz PDF, ePUB, MOBI

Chcesz kupić całość, naciśnij żółty przycisk poniżej:

Udostępnij tę podstronę na: