20 November 2017

Oblężenie Calais

Francja, Calais,
4 września A.D. 1346

 

Herb Burgundii

Herb Burgundii

— Kto tu rozprawia o warunkach kapitulacji, skoro Anglicy nawet jeszcze jej nam nie zaproponowali? — niespodziewanie zza pleców Eustache’a de Saint Pierre wyłonił się dwudziestoletni rycerz w połyskującym błękitem półpłytowym pancerzu z herbem Burgundii w ukośne żółto-niebieskie pasy w czerwonej obwódce. Młodzik miał charakterystyczną fryzurę w stylu muzyków popularnej niegdyś trupy minstreli z Liverpoolu. Był to sam głównodowodzący Calais – Jean de Vienne. Aby pokrzepić serca obrońców, przeprowadzał obchód wzdłuż murów. Z ostentacyjną niechęcią podążał za nim Jean du Fosseux – komendant górującego nad grodem zamku.

Du Fosseux był doświadczonym, zobojętniałym na okrucieństwa wojny chorążym. Miał siwe włosy, nosił szkarłatny płaszcz, przez co przypominał Poncjusza Piłata. Na stanowisko wyznaczył go sam król i „Piłat” z trudem tolerował fakt, że w Calais został podkomendnym Jeana de Vienne – reprezentanta diuka Burgundii i rycerzyka o połowę odeń młodszego. Ta urągająca logice du Fosseux’ego zależność wynikała z tego, że gród jako i całe hrabstwo Artois nie podlegało bezpośrednio Paryżowi, lecz było lennem królewskiego zięcia – diuka Burgundii. I to diuk tu rządził. I dlatego to jego namiestnik, choć młokos, stał ponad namiestnikiem samego monarchy.

— Czy Anglicy nie zdobędą miasta z marszu? Tak jak Caen? — ośmieliła się zapytać dostojników Lotarynka.
— Raczej nie — odpowiedział Burgund. — Ściągnąłem dość ludzi, mam trebusze i armaty. Ze wszech stron chronią nas podwójne fosy i solidne mury. Grunt wokół grodu jest tak podmokły, że nie da się tu robić podkopów ni podciągać machin oblężniczych. Na kilkanaście mil wokół nas rozciągają się moczary. To istny labirynt zalewisk, grzęzawisk, błędnych strumieni i ścieżek, które stale zmieniają położenie w wyniku przypływów kanału La Manche. Bagno jest jednocześnie potężnym magicznym uroczyskiem, z którego moc czerpie wasz mistrz. Nieee, belle mademoiselle, Anglicy mogą nas tu wziąć jedynie głodem.
— Skoro o głodzie mowa — wtrącił się Jean du Fosseux, patrząc na Perrine — zawczasu uprzątnijmy z grodu niezdolnych do walki darmozjadów: baby, dzieci, starców, chorych i kalekich. Gdy Anglicy zamkną port, każde ziarno zboża będzie na wagę złota.
— Ależ ja się przydam! — fuknęła urażona córka szlachcica.
Nick dyskretnie wymierzył jej kuksańca w plecy i syknął do ucha:
— Nie wyrywaj się z żadnymi deklaracjami, póki nie ustalimy z mistrzem, co robić.
Tymczasem głos Jeana Trubadurka de Vienne zagrzmiał na kilkaset metrów, wzmocniony magią jego błękitnej krwi:
— Po kompromitacjach w Caen, na zamku La Roche-Guyon, na moście w Poissy, na brodzie Blanchetaque i na polach Crécy, ja już naprawdę nie wiem, czy aby zwykły cham, łyk, a nawet – jak pan się raczył wyrazić „baba” – nie okaże się lepszym wojownikiem niż rycerz.
Setki głów w Calais zwróciło się w jego stronę. Nawet Anglicy z pobliskich szańców zaczęli słuchać. Sardyńka pojął, że Burgund używa przekazanej przez króla hipnotyzującej mocy fleur-de-lys i chciał się zabezpieczyć zaklęciem ochronnym, ale nijak mu było inkantować tuż pod nosem przemawiającego dowódcy.
— Po Crécy śmieje się z nas cały świat — ciągnął Burgund. — Cudzoziemcy powiadają, że iść na wojnę bez Francji, to jak iść na polowanie bez celtyckiej harfy.
Słuchacze ryknęli śmiechem. Szczególnie Anglikom żart przypadł do smaku.
— I właśnie dlatego — wódz wskazał na rozradowanych wrogów — te ryże wymoczki nie zdobędą Calais! Walczymy tu nie tylko o życie, ale – przede wszystkim – o godność Francji! A ponieważ rycerze zawiedli, to wam – mieszczanom z Calais – przypadnie zaszczyt pokazania światu, że Francuzi mają jaja!
Mury i wieże eksplodowały entuzjazmem.
— Co w takim razie mają Francuzki? — spytała Perrine.
— Wy akurat zawsze miałyście, macie i mieć będziecie, to co trzeba, gdzie trzeba i takie jak trzeba. Problemem tego królestwa jesteśmy my, herbowi. Tchórze, bufony i zdrajcy. Marszałek Spierniczamy Montmorency, Alençon i Godfrey z Harcourt! — wódz odwrócił się do tłumu — Na szczęście Francja to także wy! Mieszczanie. Dlatego pytam się was: „Czy gdy rycerze zawiodą, będziecie bronić Calais!?”.
Odpowiedzieli gromkim: „Tak, oui!”. Trubadurek pokiwał z niedowierzaniem głową. Teatralnie zacmokał.
— Boicie się, co!? — zapytał.
Większość zakrzyknęła: „Nie, non!”, lecz kilkunastu odważyło się wrzasnąć: „Oui!”.
— Ja też się boję. Ale pamiętajcie. Odważny nie jest ten, kto nie zna strachu, ale ten, kto boi się o jedno uderzenie serca krócej!
Tłum ryknął zawadiacko.
— I tylko o to was proszę! W najtrudniejszych chwilach wytrwajcie o jedno uderzenie serca; o jeden cios miecza; o jeden krok biegu dłużej niż Anglik!

Chcesz poczytać dalej (ale już tylko fragmenty), przejdź do zakładki: Poczytaj -> Francuski fortel

Chcesz pobrać za darmo PDF, ePUB i/lub MOBI z początkowymi 40 stronami, przejdź do zakładki: Pobierz za darmo -> Pobierz PDF, ePUB, MOBI

Chcesz kupić całość, naciśnij żółty przycisk poniżej:

Udostępnij tę podstronę na: